lo.jpg

W roku 1915 gimnazjum obchodziło uroczyście rocznicę stuletnią nowo utworzenia szkoły. Dzieje zaś polskie gimnazjum naszego sięgają wstecz o dalsze 200 lat. Otóż bowiem, już w roku 1623 Jezuici, przybyli trzy lata przedtem do Chojnic, założyli na miejscu dzisiejszego gimnazjum wyższą uczelnię, która przez 150 lat bez przerwy była ogniskiem kultury umysłowej na Pomorzu. Miała ona pięć klas. A że nauka była bezpłatna, wzrosła liczebność uczniów bardzo szybko.

W roku 1717 uczęszcza 204 uczniów, liczba bardzo poważna jak na ówczesne stosunki komunikacyjne. Sejm Polski z r. 1638 nadaje kolegium prawo zakupu dóbr, wskutek czego majętność jego szybko przybiera. Zakupiono wsie Charzykowo, Nieżywięć (Niesewanz), Mośnice, Deręgowice, (Steinberg) Angowice. W roku 1657 i 1712 straszne pożary zniszczyły rezydencję Jezuitów, tak, iż okazała się potrzeba na miejscu drewnianych budynków wznieść murowane.

gimnazjum ok 1908.jpg

W roku 1744 ukończono budowę niemal czterdziestoletnią nowego kościoła, który ze swojem wnętrzu wspaniałym barokiem dotąd stanowi najpiękniejszą architekturę naszego grodu. W 11 lat później ukończona jest także budowa gmachu szkolnego tak, jak on się dzisiaj jeszcze przedstawia. Ale nie długo życie szkolne pulsowało w nowem pięknem siedlisku. Ze zniesieniem zakonu Jezuitów i upadkiem Polski, gimnazjum, przeszedłszy w ręce pruskie, upada zastraszająco. Gimnazjum wprawdzie prowadzi dalej bez przerwy aż do dzisiaj nazwę gimnazjum (katolickie,) czego prócz grudziądzkiego nie czyniło żadne inne z dawnych szkół Jezuickich na Pomorzu. Rząd pruski z braku pieniędzy w czasach wojennych i niezainteresowany niczem w utrzymaniu uczelni katolickiej i polskiej, patrzy bezczynnie na gaśnięcie tego ogniska oświaty.

sprawozdanie.jpg

W 1802 r. np. gimnazjum mą klas dwie o (w niższym oddzielę) 24 i 48 uczniach. Rewizja ministerjalna tego roku wykazuje także, że jest tylko dwóch profesorów, że uczniowie nie umieli po niemiecku i że język wykładowy był polski lub łaciński, ale położenie pogarsza się jeszcze stopniowo po wojnach 1809 roku i 1812. W tym 10 - cioleciu działa tylko jeden nauczyciel prof. Kantak, któremu rząd pruski dochodu choć marnych 205 talarów płaci tak nieregularnie, iż musi sprzedawać wszystko, c o ruchomego posiada, aby żyć, i jest narażony na czynne zniewagi uczniów, zaniedbanych moralnie.

Jest zmuszony opuszczać szkołę na szeregi miesięcy, wreszcie gdy w 1813 r. zwycięzcy Rosjanie zakwaterowują się do Chojnic, gimnazjum staje się obozem żołdactwa. Po 4 miesiącach ono zostawia uczelnię niemal ruiną, która odtąd prawie całkiem opustoszała, aż do jej nowo utworzenia. W 18l4 roku jeszcze w maju pewna szlachcianka z Pomorza prosi rząd pruski o pozwolenie na wysłanie swego syna do Pakoszcza w księstwie Warszawskiem i powołuje się na to, że tam kształcą się także synowie innej szlachty pomorskiej.

Panorama.jpg

Z tych powodów i także z braku katolickich sił nauczycielskich gimnazjum było skazane na niechybną zagładę, mimo usiłowań biskupów chełmińskich o jego utrzymanie i kilkakrotnie zdawało się, że wybiła jego ostatnia godzina. Np. gdy w roku 1796 chciano zamienić gimnazjum i koszary w przytulisko dla włóczęgów, albo gdy kilka lat później budowniczy krajowy przedłożył rządowi potworny plan zerwać uszkodzoną farę wraz z innemi budowlami parafjalnemi, a kościół i gmach gimnazjum uczynić parafjalnemi.

Wreszcie król Fryderyk III okazał się dostępny okropnym potrzebom naszej młodzieży katolickiej i zarządził reorganizację gimnazjum chojnickiego. Utworzono stanowisko płatne dla jednego profesora. Tym był pierwszy dyrektor królewskiego gimnazjum katolickiego Piehatzek, wybitny uczeń słynnych uczonych jak: Wolfa, Humboltów, Grimmów w Berlinie. W czerwcu 1825 roku. Piehatzek przychodzi do Chojnic, aby rozpocząć naukę na nowo. Tymczasem zastaje gmach w stanie opłakanym, uczniowie rozproszeni i brak funduszów. Po naprawie najniezbędniejszej polecono Piehatzkowi uruchomić naukę i proponować dwóch nauczycieli, którzyby mogli mu być pomocni, nie kosztując wiele.

gimnazjum.jpg

Skołatany stan skarbu nie pozwalał na wyznaczenie funduszów w przybliżeniu wystarczających. Stało się, co się za naszych czasów powtórzyło. Ludzie ofiarni często bez środków i bez należytego wykształcenia kładli podwaliny pod dalszy rozwój. Należy się dzięki owemu królowi pruskiemu, a przede-wszystkiem podziw pierwszemu dyrektorowi za dobrą wolę i energię. Piehatzek rozpoczął naukę sam jeden w październiku z czternastoma uczniami przeważnie z Chojnic. Przekonał się wszakże rychło, że poziom nauki powszechnej uczni zostawiał wiele do życzenia, potrzeba było szkółki przedgimnazjalnej. Dla niej powołano nauczyciela pomocniczego. Uczniów podzielono w oddział niższy i wyższy i nauka mogła się rozpocząć z 26 lekcjami tygodniowo i z przedmiotami: łacina, matematyka, język niemiecki, historja geografja, polski i przyroda.

W ciągu zimy dochodzi dwóch i na wiosną jeszcze jedna siła. Są to niedokończeni nauczyciele i nawet prymaner, dawniejszy uczeń Piehatzka ze Śląska. 1817 r. jest nauczycieli sześć a klas cztery. Wtedy utworzono prymę i na wiosnę 1818 r. odbył się pierwszy egzamin dojrzałości dla dwóch uczniów pod przewodnictwem radcy szkolnego. Trudno uwierzyć oczom, kiedy się czyta w protokole, że np. zadanie greckie — który przedmiot w planie 1815 roku nie figuruje jeszcze, było: tłumaczenie V - VI - VII - z panegiriku Isokratesa w półtora godzinach z objaśnieniami łacińskiemi, bez słownika. Lub kiedy w ustnym egzaminie tegoż przedmiotu zapisano do protokółu: „Zadawalająco objaśnił pierwszy chór Antygony Sof. wiersz 100 — 160, następnie rozwijał zachodzące w nim miary i wykazał tłumaczeniem bardzo udatnem w wierszu 777 — 850, że posiada niebylejaką znajomość autora“.

swiadectwo.jpg

Świadectwo chojnickiego gimnazjum z 1835 r.

Dyrektor Piehatzek, rzecz zrozumiała, z nadwyrężonem zdrowiem wraca do Opola po tej maturze. Na jego miejsce przychodzi dyrektor Muller, także Ślązak, który zastaje 118 uczniów. Po pierwszym rozkwicie i rozprószeniu się pierwszego zespołu nauczycielskiego gimnazjum, gimnazjum przechodzi nowy upadek. 1820 r. widzimy kilka klas z tylko z dwoma nauczycielami. Taki był brak katolickich nauczycieli. Dyrektor w tem położeniu uzyskał dwóch nauczycieli ewangelickich i przyjaciela księdza d la gimnazjum. I już półtora roku później prezydent sam zwiedzając uczelnie, stwierdził wynik pocieszający: „że szkoła stoi na równi zresztą gimnazji pomorskich“. Odtąd siły ewangelicke się mnożą a nawet przeważają, a wreszcie nazwa katolicka znika, wszelako charakter katolicki pozostaje zawsze cechą szkoły, dzięki sprężystości katolickich dyrektorów i biskupów.

Po śmierci Mullera Gahbler, dotychczasowy profesor jest mianowany dyrektorem. W 1831 na 1832 roku cholera sroży się w Chojnicach, ale szkoła zostaje od niej nietknięta tylko początek nauk spóźnia się, dwóch nauczycieli choruje i konwikt staje się lazaretem. Konwikt i alumnat zostały urządzone przez dyrektora Mullera, który też tak samo jak późniejsi zawiadowcy konwiktu zamieszkiwał w nim. Konwikt powstał z siedliska augustyńskiego zakonu, założonego w roku 1365 na Błoni zakonnej, która nazywała się od dawien dawna ostrowem zakonnym (Monchsee - werder). 1819 roku zniesiono zakon a grunty i fundacje przypadają do gimnazjum. W latach po 1822 zrównano najpierw mogilnik na teraźniejszem boisku, a potem kościół przebudowano na mieszkania.

konwikt.jpg

Kopuła wieży mocno uszkodzona musiała być zdjęta, wieżyczkę z krzyżem miedzianym sprzedano do kościoła w Wielu. Z dochodów ze zniesionego klasztoru w Koronowie król przekazał sumę roczną 430 talarów dla konwiktu. Dziewięciu uczniów wyznania katolickiego miało tam mieć wikt i mieszkanie, z tego dwie trzecie kandydatów duchownych, reszta nauczycielskich. W 1873 r utworzono dziesiąte miejsce. Przez cholerę w tym roku zakład założony przez nowego dyrektora poniósł wielki szwank. Biskup Sedleg, który się gimnazjum i konwiktem szczególnie opiekował, utworzył dwa nowe miejsca, w 1865 dalsze dwa dla przyszłych kleryków z okazji swego jubileuszu. Drożyzna wszelako tych czasów zmusiła do ograniczenia miejsc wolnych w konwikcie. Fundacje biskupie traciły na wartości, a rząd zyskał na wpływach.

Alumnat powstał z domu mieszkalnego Augustynów i był po ich ustąpieniu zamieszkały przez 20 biednych uczniów. Nazywał się Paupernhaus przy św. Augustynie. Oni mieli mieszkanie i książki wolne. Dyrektor miał nad nimi opiekę i umieścił dla nich gospodarza domu, w którego ręce oddawali potrzebną żywność. Liczba uczniów wzrosła z czasem do 30. Głód i chłód gościły nie rzadko między nimi. 1850 r. zbudowano nowy alumnat na miejsce starego z funduszów rządowych, za sprawą dyrektora Bruggemana.

kryz.jpg

1852 r. odbyła się pamiętna misja jezuicka w której katoliccy uczniowie brali żywy udział, o czem świadczy jeszcze krzyż w kościele gimnazjalnym przez nich fundowany. W ogóle za wspomnianego dyrektora Briigemana zaznacza się potężny rozwój wewnętrzny w szkole pod wzgędem naukowym i moralnym. Niemal 20 lat zakład zaznaje jego błogosławionego kierownictwa. Liczba nauczycieli wznosi się od 10 na 16, a uczniów z 200 na 400. Oprócz alumnatu on sprawia organy w kościele, przygotowuje budowlę auli. Za jego rządów wprowadzono na nowo naukę języka polskiego, we wszystkich klasach w sześciu godzinach tygodniowo, w trzech oddziałach.

Do roku 1820 język polski był udzielany w dwóch oddziałach, po dwie godziny tygodniowo. W tym roku zakaz z góry znosi go. W roku 1846 zaprowadzony jest znowu w klasach wyższych a 1849 we wszystkich. Po wojnie, 1872 r. ogranicza się znowu do uczniów Polaków klas wyższych. Nagła śmierć pozbawia zakład tego dyrektora, po którym następuje Gobel z Wiednia. Za niego gimnazjum obchodzi 1855 r. rocznicę odnowionego istnienia 50 lat, wśród wszechstronnego żywego udziału, jeszcze „na korytarzu górnym szkoły wspaniale jako aulę urządzonym“. Ten dyrektor uwiecznił się w pięknem stypendium dla ucznia wyższych klas bez różnicy wyznania.

W roku następnym przychodzi dyrektor Uppenkamp z Düsseldorfu. 1868 ukończona została aula a w 10 lat później sala gimnastyczna. Ostatnimi dyrektorami byli: Tomaszewski, Genniges i Correns, jest ich razem dziesięciu w stu latach, którzy wraz z profesorami prowadzili uczelnię chojnicką przez zawieruchy ostatniego stulecia i usprawiedliwili chwałę najstarszego gimnazjum pomorskiego. W r. 1854 do szkoły uczęszcza 580 uczniów. Przeciętnie bywało 450 uczniów w latach sześćdziesiątych przy tern sale szkoły były o wiele mniejsze i skromniejsze.

matura.jpg

Pełnia błogosławieństwa wyszła z naszej uczelni na miasto, powiat i Pomorze. Niezliczone rzesze młodzieży przypływały do śródliska starożytnej kultury, aby się poić pięknem i poznaniem, tysiące abiturjentów, setki lekarzy, wychowawców i głosicieli słowa Bożego, biskupi i najwyżsi urzędnicy państwowi wyszli stąd. A gdy przed dziesięciu laty szkoła obchodziła stuletnią rocznicę, dyrektor Correns między innemi powiedział uroczyście:

W imię nowierzonej mi uczelni ślubuję przed obliczem Boga Wszechwiedzącego, że duch Jego bojaźni i miłości ojczyzny w tych sklepieniach żyć będzie dalej, póki tchnienie tych piersi żywi. I od naszych, następców w urzędzie spodziewamy się, jakąkolwiek będzie przyszłość tego w wojnie i pokoju wypróbowanego gimnazjum, że w tymże duchu działać będą dalej, dopóki kamień tych murów, na kamieniu spoczywa.

ciag.jpg

Dyrektor Correns wypowiadając te szczytne słowa nie przeczuwał, że wypowiada mowę grobową nad erą niemiecką naszego gimnazjum, ale słowa tak prawdziwe i piękne. Przeczuwał zaś zapewne, że jego następca wstąpi w jego i poprzedników ślady. Gdy dyrektor Bieszk ponownie Polak, objął ster szkoły, która widziała jeszcze świetność Polski, kurs statku nie odchylił się ani o cal od kursu bojaźni Bożej.

Spolszczenie zakładu nie nastąpiło od razu. Wszak przemiana taka dokonywać się musi organicznie wyrastając z danego podłoża. 13 marca 1920 roku zamknięto niemiecką naukę i pożegnano odchodzących profesorów i dyrektora. 31 stycznia formalne przejęcie szkoły przez komisarza polskiego Puppla było nastąpiło. Na rozpoczęcie nauki po wakacjach wielkanocnych było prócz dyrektora już kilka sił polskich pp: Wagner, Żuławska. W następnych tygodniach przyszli: ks. Dr. Kirstein, ks. Adrych, pp. Bieszk i Kaczor. 3 maja gimnazjum obchodziło pierwszy raz rocznicę narodową z uroczystem nabożeństwem i ogólnym pochodem. Z nowym rokiem szkolnym przyszło nowych nauczycieli pp Sierzbutowski i Bilicki, Rekowski, Chmurzyńska. Bieszk i ks. Adrych, którzy czynili służbę wojskową na froncie i w nauce nie brali udziału. Z początkiem pierwszego roku szkolnego nauka już odbywała się po polsku z oddziałami niemieckiemi.

W pierwszej połowie września odbyła się pierwsza wizytacja przez pana Dr. Riemera, za miesiąc druga z panem wizytatorem Jankowskiem, Przychodzą w ciągu zimy p. Wenda, Rhode, Piątek, Strzelec, Burczyk, Kłopcki jako siły pomocnicze i pan Strado. Niemcy poodchodzą ku końcowi tego roku szkolnego. Ostatni nauczyciel niemiecki został przeniesiony z końcem roku szkolnego 1922/23. Od początku roku 1921/ 22 naukę już udzielono wyłącznie w oddziałach polskich, niemieckie zwinięto dla zbyt małej ilości zgłoszonych uczniów.

dyrektor.jpg

W lecie 1925 na wycieczce w Beskidach choroba zaatakowała F. J. Bieszka, poddał się operacji a po niej będąc na łożu choroby był czynny kierując swoim zakładem. Pogrzeb jego odbył się w Poznaniu, na który pojechała większość uczniów i całe grono profesorów.  

W tym czasie przybyli, ks. Czarniecki, pp. Ligęza, Biega, Reszka, Czapla, Ślaz, Gimbut. 3 listopada 1922 umarł śmiercią przedwczesną Maksymiljan Bilicki. W następnym roku 1922/ 23 przyszli pp. Hoffmannowie i Markowski 1923 zaś pp: Mondzielewski, Siciński, Zadurowicz, Szczepański, Błotnicki, ks. Lukrawski. To jest z pewnemi zmianami skład ciała nauczycielskiego, które pod dowództwem dyrektora Bieszka doprowadziło szkołę na normalny przedwojenny tok nauki. Najtrudniejszy rok był ubiegły 1925 26 gdy śmierć dyrektora, brak sił nauczycielskich, choroby profesorów jak i położenie państwa wytworzyły warunki bardzo niepodatne dla nauki.

widok.jpg

Widok na kościoły i zabudowania gimnazjum w latach 20.

Oto w dużych rysach dzieje odwiecznej uczelni naszej. Duma, radość i miłość wzbiera nam serce na myśl, że ona, co nie było dane żadnemu śmiertelnemu, przetrwała długi mrok niewoli. Naprawdę tchnienie wiecznej miłości owiewa szare mury w nieustającym miłym gwarze naszej młodzieży. Oby one nam były symbolem tych ideałów wiecznych, dla których zostały wzniesione! Na starym dębczaku bujnie wystrzelił nowy pęd polskiej kultury, a nikt go więcej nie utnie! Jak dawniej nasza młodzież z polskiej pije czary słodycz mądrości antycznej, która z tej krynicy bije przez 300 lat bez przerwy.

W Chojnicach, w czerwcu 1926 r, St. B.

Opracowanie na podst. Sprawozdania Dyrekcji Państwowego Gimnazjum Klasycznego w Chojnicach za rok szkolny 1925/26 (tg) R. Matthes, fot. zb. (tg) R.M.