„Chojnice 11 lipca 1930 r. Cicha wioska nad granicą polsko – niemiecką na Kaszubach, Borowy Młyn, była wczorajszej nocy o 23.30 miejscem tragedii na osobie 67 – letniego deputatnika Jana Ringwelskiego.

Park założony w miejscu osuszonego j. Zakonnego. L. 30.

Krytycznej nocy powracał 67 – letni Jan Ringwelski od swojego sąsiada, niejakiegoRudnika, do swojego mieszkania za wybudowaniem i w pewnym odludnem miejscu, na szosie padły nagle z owsa dwa strzały, które ugodziły go w głowę i pierś, tak, iż zbroczony krwią padł na ziemię. Sprawcy mordu zbiegli. Ringwelskiego, dającego słabe oznaki życia, znaleziono rano o godz. piątej na szosie. Odstawiono go natychmiast do Zakładu św. Boromeusza do Chojnic, gdzie dotąd nie odzyskał przytomności. Władze śledcze stały przed zagadką, któż miałby interes w zamordowaniu biednego starca, który oprócz wymiaru jaki otrzymał, nic nie posiadał. Natychmiastowe śledztwo prowadzone przez policję śledczą z Chojnic, ujawniła okrutnych morderców w osobach Józefa Pately i rolnika Franciszka Wróblewskiego, obaj z Borowego Młyna.

Tło sprawy jest następujące:

Ofiara mordu Jan Ringwelski, oddał swojemu zięciowi gospodarstwo, które tenże następnie przed rokiem sprzedałFranciszkowi Wróblewskiemu. (Wróblewski) obecnie wydawał Ringwelskiemu deputat. Wróblewski chciał się pozbyć ciężaru, jakim był dla niego Ringwelski. Wspólnie z Patelą ułożył plan sprzątnięcia  Ringwelskiego ze świata żywych. Plan miał wykonać Patela, który jako nagrodę za to, miał otrzymać

Wilhelmsplatz. Ok. 1910 r.

siostrę Wróblewskiego. Plan został wykonany. Krytycznej nocy Patela z dubeltówką oczekiwał nad szosą którędy tenże musiał przechodzić. Po oddaniu 2 strzałów Patela dubeltówkę rzucił do torfowiska, poczem przez nikogo nie spostrzeżony udał się w największym spokoju do Wróblewskiego. Policja aresztowała jako silnie podejrzanego o morderstwo Wróblewskiego, który przyznał się po dłuższych badaniach, podając jako wspólnika Józefa Patelę, który również przyznał się do czynu. Obecnie obaj znajdują w więzieniu śledczym w Chojnicach.

„Dziennik Pomorski” 11. 07. 1930 r.

Uratowany od niechybnej śmierci

W ubiegłą niedzielę, kąpiąc się pod Mylofem począł tonąć niejaki 17 – letni Leon Jeszke z Chojnic ul. Strzelecka. Pp. WojciechWalter Gługoszewscy z Chojnic byli świadkami tego wypadku. Gdy Jeszke trzykrotnie zanurzył się na dno, a po trzecim razie nie wypłynął na powierzchnię, zanurzyli się wyżej wymienieni ponownie i również wydobyli nieprzytomnego. Nad brzegiem rzeki przywrócili go zabiegami ratowniczemi do przytomności, zaopiekowali się nim, aż do odzyskania sił. Przyczyną tonięcia było to, że Jeszke będąc spocony, skoczył do wody i wskutek kurczów żołądka zaniemógł. Panom Gługoszewskim należy się uznanie za pomoc udzieloną tonącemu, gdyż narazili przytem życie własne.

„Dziennik Pomorski” 12. 07. 1930 r.

Żeńskie Gimnazjum od nowego roku szkolnego

Jak już z sobotniego ogłoszenia Dyrekcji Miejskiego Gimnazjum Żeńskiego w Chojnicach wynika, uzyskało miasto Chojnice koncesję na założenie Gimnazjum Żeńskiego w mieście naszem. Kuratorium Okręgu Szkolnego Pomorskiego zatwierdziło również dokonany przez Magistrat wybór kierownika Gimnazjum Żeńskiego pani M. Matysikowej, pod której kierownictwem niebawem, to jest przy końcu lipca br. odbędą się egzaminy wstępne.

Wiadomość ta sprawi wszystkim rodzinom z miasta i powiatu chojnickiego jako też powiatów sąsiednich, pragnącym córkom swoim zapewnić wykształcenie gimnazjalne, prawdziwe zadowolenie tem więcej, że w ostatnim czasie rozpowszechniano niczym nie uzasadnianą pogłoską, że Gimnazjum Żeńskie w Chojnicach nie dojdzie do skutku.

Początek nabożeństw w farze

7.30 Msza św. z nauką polską.

8.45 Nabożeństwo niemieckie.

10.30 Suma z polskim kazaniem.

12.15 Msza św.

15.00 Nieszpory niemieckie.

„Dziennik Pomorski” 15. 07. 1930 r.

Serdeczna prośba

Brama Człuchowska. Ok. 1915 r.

W Odrach, ubogiej wiosce powiatu chojnickiego, odległej 8 – 9 km od kościółka w Karsinie, gdzie dotąd uczęszczano na nabożeństwo, powstała nowa parafja, która nie posiada dotychczas własnego kościoła do odprawiania nabożeństw. Na razie odbywają się wszystkie nabożeństwa w oberży, a raczej na sali tanecznej, złączonej z oberżą i wyszynkiem wódek i piwa. Smutne to położenie „Domu Bożego”. Parafja wysila się jak może, by wystawić sobie skromny, własny kościółek – niestety o własnych siłach podołać ciężarom nie może, bo liczy zaledwie 1000 dusz. Odry słyną z tego, że kiedyś tam przed wiekami przodkowie nasi składali tam ofiary bożkom swoim. Oto w lasach odrowskich widoczne są jeszcze kamienie (kamienie kręgowe), na których składano i niejednż ofiarę ludzką, niejednego niewolnika, nawet może i chrześcijanina. Tam, gdzie kiedyś przed wiekami czczono bogów fałszywych, ma teraz stanąć świątynia Boga prawdziwego, świątynia Chrystusa. Katolicy sąsiednich parafji, dopomóżcie więc, by Chrystus Król mógł się rychło wyprowadzić z miejsca niewłaściwego a tron swój postawić tam, gdzie nie ma hałasów i zgorszeń, gdzie by mógł we własnej świątyni wznosić ręce błagalne do Ojca swojego i wszystkim błogosławić.Datki i ofiary na ten cel szlachetny przekazać na konto 212.188 kasy bud. Kościoła katol. w Odrach i strasznie dziękujemy za wszelka pomoc serdecznem „Bóg zapłać!”. Listy ofiarodawców złożone zostaną na wieczne czasy w kamieniu węgielnym kościoła, a kwoty ponad 10 zł zostaną opublikowane z ambony oraz w gazetach.

 

Odry w maju 1930 r.

Ks. kuratus Zawadziński”

„Dziennik Pomorski” 6. 06. 1930 r.

 

Od redakcji. Kościół wybudowano w latach 1931 – 1933. Ks. Zawadziński został rozstrzelany przez Niemców na Igłach k/ Chojnic w 1939 r.

Oprac. i pisownię zachował (red)