Kamienice przy ul. Młyńskiej. Ok. 1899 r.

Ogłoszenie: Dnia 8 lipca br. o godzinie 19 (7 wieczorem) w Sali Hotelu Centralnego w Chojnicach odbędzie się Wielkie Zebranie Polityczne dla członków i sympatyków Stronnictwa Narodowego, na którem przemawiać będą: pp. senator dr Ossowski i poseł Mazur.

Wielkie Zebranie Stronnictwa Ludowego

„Odbyło się w środę w hotelu Centralnym. Wielka sala i ubikacje przyległe (na wywyższeniu) czyli druga sala, były przepełnione. A nadmienić należy, że nie był to wiec, lecz tylko zebranie członków i sympatyków Stronnictwa Narodowego. O godzinie 7.30 zagaił obrady prezes major p. Nieborak, witając przybyłych pp. senatora dr. Ossowskiego i posła Mazura. Przemawiał jako pierwszy pan senator Ossowski, przedstawiając obecną sytuację polityczną, poczem pan poseł Mazur wygłosił referat gospodarczy, wykazując jak gospodarka sanacji doprowadziła Polskę w czterech latach wprost do ruiny. Odnośne cyfry udowadniające niezbicie nieudolność obecnych władców, przytaczaliśmy już w piśmie naszem w różnych artykułach oraz w sprawozdaniach z zebrań, na których ten mówca występował. Niektóre ustępy z przemówienia pana senatora Ossowskiego podamy następnie.

Obu mówców nagrodzono burzą oklasków a często przerywano im okrzykami potakującymi. W dyskusji pewien przedstawiciel PPS, usiłował wytłumaczyć dlaczego jego partja, omyliła się popierając zamach majowy, lecz wobec głupstw, jakie plótł ni w pięć ni w dziewięć (twierdził między innemi, że dla Stronnictwa Narodowego Piłsudski jest świętością i że narodowcy czczą jego obraz!, oraz że narodowcy a senatorzy to samo!). Publiczność tupaniem uniemożliwiła mu dalsze popisywanie się pepesowską mądrością. Odpowiedział krótko pan senator Ossowski, wykazując, jak to PPS, która umożliwiła swoim poparciem zwycięstwo zamachu majowego, obecnie powtarza to co endecja, tak przez nią zwalczana, twierdziła od samego początku, stwierdza dziś, że kongres krakowski nie był w gruncie rzeczy niczem innem, jak marszem pokutnym, nie pielgrzymką do Kanosy. 

Niemilknącemi oklaskami obecni dali wyraz swojej zgody na stanowisko zajmowane niezachwialnie przez klub Stronnictwa Narodowego. W ciągu 2 i półgodzinnych obrad nie odezwał się ani jeden głos protestu, ani

Widok na ul. Gdańską i Człuchowską. Ok. 1930 r.

też nikt nie śmiał wystąpić w obronie systemu obecnego. Nabita sala i zupełna zgoda zebranych na wywody mówców najlepszym są dowodem jaka jest wola ludu, na która się powołują się nasi bebechowcy na swych zebraniach, na których się schodzi garstka wyznawców zasady: „Tego piosnkę śpiewa, skąd korzyść miewam”.

„Dziennik Pomorski” (8 – 10 lipca 1930 r.)

Potaniało - podrożało

Od 1928 r. do 1932 staniały przeciętnie ziemniaki z 9,69 zł na 4,21 zł za 100 kg. Wieprz żywej wagi z 1,92 zł na 84 grosze za 1 kg żywej wagi. Krowa dojna za sztukę z 456 na 133 zł, litr mleka z 31 gr. na 19 gr. Za 10 litrów nafty płacił przedtem 13 kg zboża a w 1932 r. już 27 kg. Pług jednoskibowy zdrożał ze 100 na 191 kg żyta. W ciągu niespełna trzech lat dochody w rolnictwie spadły prawie o połowę. Podatki i wszelkie opłaty nie tylko zostały zmniejszone, ale nawet wzrastały. Do tego należy doliczyć opłaty rogatkowe, mostowe, kopytkowe itp. Np. na wjazd furą na targowisko poborcy kasowali chłopom pół metra kartofli albo 40 jaj.

Lot gołębi pocztowych o nagrody

Towarzystwo Hodowli Drobiu i Gołębi Pocztowych urządziło lot gołębi pocztowych o nagrody. Lot odbył się na przestrzeni Ostrów – Chojnice i trasa wynosiła 264 km. W locie wzięło udział 40 gołębi.

I nagrodę otrzymał p. Frytz Sauter (duży złoty medal). II nagrodę otrzymał p. Fryderyk Steinhillber (mały złoty medal). III p. Kazimierz Bethke (duży srebrny medal). Na trzeci względnie czwarty dzień przybyło po jednym gołębiu do pp. Grzybowskiego Fellmera. Z 40 gołębi powróciło 5 – 35 zaś dotąd nie wróciło. Należy przypuszczać, że zostały one zrabowane przez jastrzębie, których w naszej okolicy nie braknie. Towarzystwo zapłaci za każdego zabitego jastrzębia 2 zł, po które należy się zgłosić wraz z pazurami tegoż do p. Kazimierza Bethkiego. Ul. Gdańska 31.

Wyścig oszczędności pomiędzy szkołami

Gdy tak dalej pójdzie, to Polska nie będzie potrzebowała żadnych pożyczek zagranicznych. Naród polski zaczyna oszczędzać na serjo. W kasie Oszczędności pełno interesantów przez cały dzień. Pieniądze wychodzą i przychodzą bez przerwy. Wkłady oszczędnościowe rosną z każdym dniem. Każdy uciułany grosz wędruje teraz do Kasy Oszczędności. Wszyscy – a szczególnie gospodarze na wsi – spostrzegli, że łatwo można dostać

Pomnik poległych chojniczan w wojnie prusko - francuskiej. Początek XX w.

pożyczkę z kasy wtedy, gdy kasa pieniądze ma. Pytałem się p. Polochowskiego dyrektora Powiatowej Kasy Oszczędnościowej – skąd się wziął od razu ten ruch na wsi? P. dyrektor namyślił się tylko chwileczkę i powiedział: „Widać, ze Pan nie czyta „Dziennika Pomorskiego”, bo tam niedawno bardzo trafnie napisano, że jest to zasługą nauczycielstwa naszego. A od pewnego czasu rozpoczął się formalny wyścig pomiędzy poszczególnemi szkołami. Każda szkoła chce wykazać, ze wszystkie dzieci popierają rodzice, gdyż widzą jak ważne to jest dla dzieci, aby umiały doceniać wartość pieniądza. A, że dzieci tak pilnie oszczędzają, to jeden i drugi ojciec przy tej okazji znalazł drogę do Kasy Oszczędności i tam zanosi swoje złocisze – zamiast je chować w skrzyni czy sienniku, gdzie łatwo je złodziej może znaleźć albo pożar zniszczy, a przytym przekonuje się, że jemu i kasa w razie potrzeby nie odmówi pożyczki. Wskazujemy na list do redakcji ze Sławęcina.

Do pana Redaktora „Dziennika Pomorskiego”

Czytałem w „Dzien. Pom.”, że w Konarzynach wszystkie dzieci należą do Kasy Oszczędnościowej i że to jest tylko w Konarzynach i na pewno żaden inny kierownik szkoły tak nie potrafi jak ten z Konarzyn. A tak nie jest, bo my tutaj ze Sławęcina też nie jesteśmy od macochy i dobrze wiemy, że Ameryka z swemi dolarami tylko dla tego jest tak bogatą, ze tam wszyscy oszczędzają. I dlatego też wszyscy naszym dzieciom pomagają i u nas w szkole wszystkie dzieci oszczędzają. A nasz pan kierownik szkoły wobec tego nie może być gorszy jak ten w Konarzynach. A my jemu także też jesteśmy wdzięczni. Proszę to napisać także w „Dzienniku Pom”. Z poważaniem N. N”. „Dziennik Pomorski” 1932 r.

Oprac (red) fot. archiwum