straznicy.jpg

W Chojnicach w miasteczku przygranicznym była jednostka o nazwie Inspektorat Straży Granicznej w Chojnicach. Tej nazwy używało się przez wiele lat i przez to utrwaliła się ona w pamięci mieszkańców. W drugiej połowie 1938 roku zmieniono ją na Komendę Obwodu Straży Granicznej. Pod nową nazwę placówka trwała tylko jeden rok.

Na placówce

Z początkiem lat dwudziestych stacjonujący w rejonie Chojnic, 4 Pułk Straży Granicznej posiadał jedną placówkę w miejscowości Sterdenshof, której nazwa zachowała się jeszcze po zaborze pruskim. Od 1928 roku zwano już ją Władysławkiem. Na południu od niej znajdowała się druga placówka w miejscowości Szenfeld.

urzad.png

Strażnicy przed budynkiem Urzędu Celnego we Władysławku, obecnie Tople. Druga połowa lat 30 - tych.

Od 1 kwietnia 1937 roku w miejsce tych dwóch placówek utworzono jedną w Chojnicach, mieściła się w willi przy ul. Człuchowskiej nr 66. Biuro placówki znajdowało się w niskim parterze, prawie że w piwnicy. Kierownikiem placówki został Józef Świergiel, były kierownik placówki w Szenfeld. Należało do niej 18 strażników (bez zatrudnionych w drugiej linii). Była to największa placówka w Komendzie Obwodu Chojnice, którego komendantem był podkomisarz Michał Downar.

kontrola.jpg

Kontrola posterunku straży granicznej w pow. chojnickim. 1936 r.

Z dniem 5 maja 1938 roku Downar przeniesiony został do Centralnej Szkoły Straży Granicznej w Rawie Ruskiej. Zastępstwo pełnił Stefan Gawroński. W wilii na pierwszym piętrze znajdowało się również biuro Komisariatu Straży Granicznej Chojnice oraz zwiadowców drugiej linii. Nad nimi mieszkał strażnik Andrzej Czerniak. W połowie grudnia 1937 reku posterunek II linii liczący ośmiu zwiadowców, przeniesiony został do centrum miasta przy dawnej ul. Piłsudskiego nr 40.

zasieki.jpg

Zasieki i umocnienia, w tle widoczna wieża ciśnień.

Jak przygotowano strażnice do spodziewanej napaści? W marcu 1939 roku kierownik placówki przewodnik Józef Świergiel potwierdził odbiór dodatkowych 15 ostrych naboi dla każdego strażnika, a dwa dni później — dalszych 35 naboi. 3 kwietnia przydzielono placówce 45 granatów — po dwa dla każdego strażnika z pierwszej i drugiej linii.

19 kwietnia Świergiel potwierdził jeszcze odbiór 14 sztuk nowych chlebaków oraz 14 małych łopatek zapasowych, gdyż każdy ze ¡strażników już taką posiadał. Z braku odpowiednich pomieszczeń sprzęt ten przechowywany był w piwnicy, w magazynku komisariatu. W podobne ilości sprzętu i amunicji Komenda Obwodu wyposażyła pozostałe placówki Straży Granicznej na Gochach. Przydziały takie otrzymały wszystkie placówki Straży Granicznej na zachodniej granicy państwa.

graniczna.jpg

Chojnice. Rok 1937. Ulica Warszawska. Komisariat Straży Granicznej po powrocie z ćwiczeń nocnych gotowy do defilady.

Latem groźba wojny stała się już wyczuwalna, oddziaływała na psychikę strażników i ich rodzin, tym bardziej, że wkrótce przy każdym komisariacie (Kamień Krajeński. Konarzyny, Brzeźno i Lipienice) utworzono pluton rezerwy Straży Granicznej Obrony Cywilnej. Dowódcą takiego plutonu był zawsze strażnik. W komisariacie chojnickim został nim starszy strażnik Franciszek Skibicki. Pluton ten. — nie wiadomo dlaczego — umieszczony został w Jarcewie na północ od Chojnic.

Wszyscy strażnicy placówki chojnickiej od kilku byli zgrupowani w ostrym pogotowiu. Naprzeciw placówki stał karabin maszynowy. Nieco wcześniej wywieziono do Komendy Obwodu dokumenty placówki wraz z aktami komisariatu, których nie zdołano już dalej ewakuować, ponieważ wyznaczone fury nie zgłosiły się.

Przejście graniczne

kamien.jpg

Z Chojnic do granicy w prostej linii było zaledwie 2,5 kilometra. Jechało się tam wygodną szosą wiodącą do Człuchowa wtedy Schlochau. Na przejściu granicznym przy szosie stał podobny do dworku budynek Urzędu Celnego, który często odwiedzały wycieczki szkolne z Chojnic. W tym też rejonie niedaleko przejścia granicznego 9 kwietnia 1938 roku o godz. 22:45 na wzgórzu 205 już w Niemczech, w odległości 1.700 metrów od kamienia granicznego D-094 płonęło wielkie ognisko. Niemcy świętowali zjednoczenie Niemiec z Austrią. Uroczystość odbyła się pod hasłem „Ein Volk ein Reich”.

topole.jpg

Budynek Urzędu Celnego we Władysławku. Wrzesień 1939.

Przez przejście graniczne we Władysławku przechodziło zawsze wiele osób w obu kierunkach. W sposób oficjalny przekraczali też granicę przywódcy licznych organizacji niemieckich, kontaktujący się z agentami z tzw. V kolumny w Polsce. W dniu 12 czerwca 1938 roku wyjechała rowerami przez punki kontroli granicznej we Władysławku wycieczka Niemców chojnickich składająca się z 43 osób. Jechali na zjazd młodych hitlerowców w Człuchowie. Młodzi Niemcy byli bez przewodnika i poruszali się w grupach nie zorganizowanych. Część uczestników wycieczki wróciła tego samego dnia. pozostali wrócili dopiero nazajutrz rano.

chojnice.jpg

Chojnice, Ulica Prochowa, koniec sierpnia 1939.  

Celnicy i strażnicy na ogół dokładnie wiedzieli co dzieje się za granicą. W ostatnich tygodniach przed wojną ( -) " budowali zasieki. Z głośną muzyką, ze śpiewem maszerowały do pracy formacje "Arbeitsdinstu". Kopano rowy strzeleckie, budowano gniazda karabinów maszynowych ... 31 sierpnia słychać już było warkot niezliczonych pojazdów, które ciągnęły z głębi Niemiec w stronę granicy" (Archiwum WOP).

powchojnice.jpg

Uchodźcy na terenie powiatu chojnickiego.

Na sześć tygodni przed wybuchem wojny ważniejsze osobistości wyjechały z Chojnic. Później sporo mieszkańców również opuściło miasto, przenosząc się do pobliskich wsi. Niektórzy wyjechali dalej w głąb kraju, zazwyczaj do rodzin. Któregoś dnia na słupach ogłoszeniowych pojawiły się obwieszczenia o powszechnej mobilizacji wszystkich roczników. Wprowadzono godzinę policyjną i zabroniono posługiwania się na dworze latarkami elektrycznymi, zapalniczkami, a nawet zapałkami. Obowiązywało zaciemnienie okien.

szenefeld.jpg

Umocnienia i okopy po stronie polskiej w okolicach miejscowości Szenfeld.

Ostatnie godziny

Mijała ostatnia noc sierpnia 1939 roku. Strażnikom wypłacono pobory za wrzesień oraz przypomniano dokładną instrukcję na wypadek wojny. Nieco wcześniej przez punkt celny we Władysławku przepuszczono dwa autokary lekarzy narodowości łotewskiej, wracających z wycieczki w Niemczech. Celnicy zastanawiali się, czy wśród nich nie było hitlerowców. W Chojnicach w samochodzie osobowym dyżurował kierowca, strażnik Jan Jóźwiak.

Wehrmacht Sicherung des Vormarsch Chojnice Konitz.jpg

Niemiecki posterunek na rogatkach Chojnic.

W każdej chwili mógł otrzymać polecenie wyjazdu od kierownika Inspektoratu, Stanisława Kozubka. Czas wlókł się. Pozornie uśpione miasto otulała mgła. W rzeczywistości panika wśród mieszkańców nie ustawała. W ostatnich dniach sierpnia na granicy panowało ostre pogotowie. Wcześniej ewakuowało się już Starostwo i Urząd Miejski.

Wieczorem generał Skotnicki postawił w stan pogotowia bojowego wszystkie oddziały jego grupy i zarządził zajęcie pozycji. Batalion strzelców wyszedł z koszar chojnickich i zajął wyznaczone mu pozycje bojowe. O godzinie trzeciej w nocy zarządzono odprawę celników w Starostwie. Tymczasem od rana w pośpiechu ewakuowano sąd. Niektórzy sędziowie oraz pracownicy administracyjni otrzymali rozkaz udania się do Lwowa. To już była wojna.

posterunek.jpg

Jan Jóżwiak - kierowca Komendy Obwodu Straży Granicznej w Chojnicach. Ciężko ranny podczas pierwszego ataku Niemców na Chojnice, rankiem 1 września 1939 r. zmarł w szpitalu.

Zbliżał się wrześniowy ranek. O godzinie 4.45 ciszę zakłóciły przeraźliwe gwizdy i grzmoty. Pierwsze dwa pociski uderzyły w budynek Komendy Obwodu Straży Granicznej. Następnie na budynki koszarowe, gazownię i wieżę ciśnień, Jeden z nich wpadł do mieszkania kierownika Stanisława Kozubka — na piętrze, drugi uderzył w jego biuro oraz przyległe pomieszczenie radiostacji, zainstalowanej w 1935 roku.

Na szczęście, w pomieszczeniach tych nie było ludzi. Kierownik radiostacji, strażnik Michał Junik poszedł akurat przygotować herbatę do kuchni. Pocisk poważnie uszkodził samochód i ciężko ranił Jóźwiaka — kierowcę Komendy Obwodu. Był ranny w brzuch, miał zdruzgotaną nogę, zranioną szyję i plecy. Korniejczuk zabiera rannego jęczącego z bólu w motocyklowej przyczepce do szpitala, jednak ranny umiera na stole operacyjnym.

motocykl.jpg

Chojnice, ok. 1937/38. Ulica Gdańska, motocykl prowadzi strażnik Korniejczuk, ten sam, który wiózł do szpitala rannego strażnika Jóżwiaka. 

Wcześniej kierowca komisariatu, Bazyli Korniejczuk w czasie nawały ognio­wej wyprowadził motocykl z przyczepą z garażu warszta­tów samochodowych przy uli­cy Człuchowskiej. Spadające pociski zatrzymały go w miejscu. Gdy tylko ustała strze­lanina, chwycił motor i poje­chał w stronę Komendy. Po ponownym przyjeździe otrzymał rozkaz, by udał się ze strażnikiem Edwardem Klonowskim do majątku Jarcewo, którego właścicielem był niemiecki ewangelik Marian Fischer (majątek liczył 600 hektarów).

Była tam specjalna zapora spiętrzająca wodę. Właśnie Klonowski — strażnik o specjalności saperskiej, wcześniej zaminował tę zaporę. Teraz wysadził ją w powietrze. Uwolniona woda miała stworzyć przeszkodę dla Niemców od strony północnej. Strażnicy wracają szybko do miasta. Jadą na jego zachodnie rogatki do zaminowanego mostu na szosie człuchowskiej. Tu wykonują drugie zadanie saperskie. Most już nie istnieje.

drzymaly.jpg

Ślad po pocisku w kamienicy przy. ul. Drzymały.

Znowu motor Korniejczuka pędzi po ulicach Chojnic, ale tym razem z uzbrojonym strażnikiem Pawłem Ziemianem oraz żołnierzem z batalionu ochrony. Będąc po raz kolejny w Komendzie Obwodu zabierają maszynę do pisania i wazon do kwiatów jako dowody swojej tu wizyty. Wracając jeszcze zobaczyli jak żołnierze z werwą wieźli ulicą Dworcową armatkę do zniszczenia pociągu pancernego. Wtedy nie znali jeszcze tragedii, jaka się tam rozegrała.

1939.jpg

1 września 1939 r. Oddziały niemieckie na ul. Br. Pierackiego, obecnie Sukienników.

Tokłowicz udał się do ratusza, w .którym nie było żywej duszy. Około godziny 11 miasto było już wyludnione, a piąta kolumna niemiecka niektóre domy już udekorowała flagami ze swastyką. Zegar miejski wybijał więc ostatnie godziny wolności w Chojnicach. Zbliżało się południe. W Igłach widać było puszczonych samopas pacjentów szpitala psychiatrycznego, którzy później natrętnie czepiali się taborów wycofującego się wojska i chwytali za szyje żołnierzy. Przed Jarcewem znajdowały tereny zalane wodą.

plac.jpg

Budynek przy pl. Św. Jerzego ucierpiał w wyniku ostrzału.

Tymczasem w mieście rozgorzała strzelanina z broni ręcznej i maszynowej. Do akcji przystąpiły niemieckie oddziały dywersyjne. Pod obstrzałem znalazły się budynki i ulice. Na ulicach pełno było poprzewracanych słupów telegraficznych i energetycznych, rozbitego szkła, zabitych koni. Rannych cywilów wnoszono do sieni domów. W powietrzu unosił się odór spalonego trotylu. Wycofujące się z miasta polskie wojsko było ostrzeliwane z ukrycia przez niemieckich dywersantów. Strzały padały z okien piwnic i zza węgła domów ze swastyką na budynkach.

warszawska.jpg

Budynek przy ulicy Warszawskiej 19 po zbombardowaniu w dniu 1 września 1939

Teraz Niemcy robili użytek z broni, którą wcześniej rozprowadzał Karof - właściciel zakładu stolarskiego przy ul. Dworcowej. Sprowadzał on trumny dębowe z Gdańska do Chojnic - w nich też przemycał broń, granaty, oraz portrety ... Hitlera. Z Wolnego Miasta łatwiej je było przemycać niż z Rzeszy. Broń rozwoził po okolicy w trumnach.

witaja.jpg

Miejscowi Niemcy witają wkraczające oddziały do Chojnic.

Ujawniono to przypadkowo w 1936 roku w czasie zderzenia się fury chłopskiej z samochodem wiozącym trumnę wypełnioną ¡karabinami. W karambolu trumna wywróciła się i odsłoniła niezwykłą zawartość. Władze polskie jednak odstąpiły od dochodzenia w tej sprawie.

Strażnicy dostali rozkaz aby połączyć się z I Batalionem Strzelców Chojnickich mającym swój sztab w hotelu Urbana przy pl. św. Jerzego. Wszyscy się tam zgłosili. Dowódca, ppłk Zacny rozkazał strażnikom utrzymywać porządek na szosie z Chojnic do Tucholi.

szosa.jpg Szosa Chojnice - Tuchola 1939 r.

Różnie potoczyły się późniejsze losy strażników. Kilku z nich Niemcy zamordowali na Igłach i w innych miejscowościach. Kilku z nich ukrywało się pod zmienionym nazwiskiem, część przeżyła okupację. W Chojnicach w czasie okupacji pracowali natomiast "eindeutschowani" strażnicy - przodownik Józef Świergiel, Teodor Pawlak, strażnik Franciszek Grajek i starszy strażnik Ignacy Mykaj. Ten ostatni pracował w organizacji TOD. Najlepsze warunki miał strażnik Marceli S, który został volksdeutschem z tytułu, że żona była Niemką. Prowadził on sklep, trzeba jednak dodać, iż ostrzegał Polaków przed represjami.

okupacja.jpg

Chojnice pod okupacją niemiecką.

Nie ma informacji o losie dwóch strażników zatrudnionych w wywiadzie, a współpracujących z placówką Straży Granicznej w Chojnicach a także pobliskimi placówkami, to jest o Franciszku Steinke i Franciszku Jurgawce. Nie ma pełnych danych o ośmiu strażnikach z posterunku II linii przy komisariacie chojnickim. Dotyczy to także innych strażników: Pawła Ziemiana, Tadeusza Wolnego. Strażnik Józef Dróbka zginał w Katyniu, starszy przodownik Władysław Kapka był tłumaczem w obozie jenieckim, przodownik Józef Kaźmierczak przebywał w Poznańskiem, starszy strażnik Czesław Michalak po wojnie pracował w Chojnicach, Stanisław Smok był u córki na Zachodzie (prawdopodobnie w NRD), starszy strażnik Tadeusz Ławrynowicz uciekł do GG i przeżył okupację. Michał Junik po upadku powstania w Warszawie został wraz z żoną wywieziony do obozu.

Na podstawie "Historia płonącego pogranicza" Władysława Stanisławskiego, wybrał i oprac. (tg). Ze zb. R. Matthes i arch. (tg)